piątek, 30 października 2015

Pożegnanie

Byłam z chłopcami u praStasi w maju, jak co roku na majówkę. Nie miała już tyle siły na wspomnienia co kilka miesięcy wcześniej (w październiku). Ale wciąż była naszą kochaną praStasią. Żartowała (lubiła się śmiać), gilogotała Antka, pokazywała Franiowi jak się rozpala w piecu, oglądała na pełnym głosie seriale w tv do późnej nocy. Nie chciała jeść z nami, tylko jak zawsze od lat na swoim taboreciku na dawnym łóżku dziadka. Prezent na imieniny schowała tak, że do tej pory nie wiemy gdzie jest, tak samo jak i doniczkę na kwiatek, którą jej kupiliśmy w wiejskim sklepie. Miała swoje rytuały, nie wstawała z łóżka przed 8:00, potem toaleta, śniadanie o 9:00. Różaniec, pogawędki, telewizja. Kolacja o 19:00. Taka była nasza Stasia. Czasem wyszła przejść się po gospodarstwie, sama.
Wyjechaliśmy po ponad tygodniu. Minęło kilka dni, telefon, że z babcią kiepsko, że nie pamięta, że zapomina słowa. Miała gorsza chwile, wiedziała, że coś się jej miesza w głowie. Martwiła się tym, coraz więcej płakała. Serce pękało jak się patrzyło jak się złości, że nie pamięta jak ma do nas mówić. Coraz mniej jej było z nami. Chłopcy spędzili tam jeszcze tydzień wakacji. We wrześniu było już słabo, leżała w łóżku. Byłam u niej 13 września. Krucha istota na wielkim łóżku. Ale poznała mnie, pytała co u dzieci. Pytała co to teraz będzie? Co ma robić? Bała się. Powiedziałam, że modlę się aby Aniela się nią opiekowała (Aniela to jej ukochana siostra, zmarła przed wojną jeszcze w wieku 16 lat). Patrzyła jakby z nadzieją. Przytuliłyśmy się, głaskałam ją po głowie, ona mnie potem po mojej. Nie chciałam aby to się skończyło. Zasnęła. Nie widziałam jej więcej. Trafiła do szpitala.
We wtorek przyśnił mi się dziadek Czesiek. Pierwszy raz chyba od 10 lat. Mówił, że muszę się z mamą dogadać kiedy chcemy Stasię odwiedzić. Mama chciała w środę, ja w sobotę. Dziadek chichotał. Rano zadzwoniła mama, Stasia umarła, nad ranem. Teraz zrozumiałam o co chodziło dziadkowi. Zawsze był dowcipny. Obie się myliłyśmy. Ani środa, ani sobota, tylko piątek dzień pogrzebu. Śmiał się z nas, czy z tego, że już jest z babcią?
Pożegnanie było piękne. Sama bym takie chciała mieć. Pogoda jak drut, chłodno ale słonecznie. Najpierw różaniec w kaplicy, Stasia nie podobna w ogóle do siebie. Gdzie ta twarz miękka? Skąd te ostre rysy?
Lubię te zwyczaje wiejskie. Miasto zamiata śmierć pod dywan, popędza ją. Byle szybciej, byle dalej od nas żywych. Kochałam ją, więc czemu mam się bać jej kruchego ciała? Chłopcy też zobaczyli, przecież też ją znali. W kościele też pięknie. Ksiądz mówił o kimś kogo znał. To się czuje. To nie jest kolejna mowa w kolejce. Chłopcy ani słowa kiedy skończy się msza, dzielni i skupieni jak chyba nigdy dotąd w kościele. I potem piękny zwyczaj odprowadzenia na cmentarz. Ta ostatnia droga. Symboliczne. Patrzę na pola zaorane, lasy w oddali, przyroda szykuje się do zimy. Ona to wie, trenuje od tysięcy lat. Prowadzi czarny sztandar, ksiądz w fioletowych szatach, czas refleksji dla wszystkich. I ostatni krok, cmentarz. Tłumaczę po co sypie się piach na trumnę. Franek płacze. Płacze, że już nigdy nie zobaczy Stasi, że się o nią boi tam w grobie. Tłumaczę, uspokaja się kiedy może pożegnać ją swą małą garstką piachu. To trudny moment.
Potem już rodzina, znajomi, pytania, powitania. Palimy świece na grobie Anieli, siostry Celki, rodziców babci i dziadka. Teraz już jest cała rodzina. Nie ma tylko ciała Wacława, nikt nie wie gdzie jest, zginął w drodze na Sybir. Nie wiem też gdzie leży mały Gabriel (1 rok), druga Cecylia (7 lat).. Ale rodzina Wysockich jest już cała razem.
Na stypie już spokój. Patrzę na życie, na nasze dzieci brykające za oknem. One są kolejnym ogniwem. Bez Stasi by nas nie było. Boję się, że już nie mam do kogo na wieś przyjeżdżać. Ale Paweł, Mariusz (kuzyni) mówią, że to nasze miejsce, że fajnie jak się chłopcy też na wsi będą bawić. Tak jak my kiedy byliśmy dziećmi.
W mojej głowie jakby się furtka otworzyła. Nagle wylatują wspomnienia, jedno po drugim. Szarlotka babci, sodaki, rosół, to jak uczyła nas szyć, gotować, robiła z nami lody. Jak krzyczała, że od mułu ze stawu zalęgną nam się gnidy ;) I jak pilnowała, żebyśmy nie pili zimnej oranżady. Jak siedziała w oknie, jak wyrzucała nas z domu kiedy było trucie much. Jak robiła nam swetry na drutach, ja miałam taki z domkiem i słoneczkiem. Boże ile tego jest? Nie wiedziałam, że aż tak bardzo była ze mną!
Chcę nagrać wspomnienia chłopaków, żeby nie zapomnieli o praStasi, o Krześlinie, o naszych majówkach.
Stasiu, Kocham cię! Pilnuj nas tam z góry!




czwartek, 29 października 2015

PraStasia

PraStasia ze Świ. Tak powiedział F. Po chyba drugiej wizycie u mojej babci, a jego prababci Stasi z wsi Krześlin. Ale Stasia odeszła. We wtorek rano. A ja bardzo za nią tęsknie. Jutro pogrzeb... Jutro napiszę więcej. Jest tyle wspomnień, boje się że zapomnę, boje się, ze Antoś i Franio ja zapomną. Stasiu, opiekuj się nami z góry. Kocham Cię!